„Kartka z pamiętnika: rok, który zmienił wszystko”
Kartka z pamiętnika: rok, który zmienił wszystko...
Zapraszamy na dalszą część wpisu, a w nim życie widziane na nowo.
31 grudnia
Ten rok był inny niż wszystkie wcześniejsze. Nie potrafię go zamknąć w słowach „dobry” albo „zły”. To był po prostu rok uczenia się życia od nowa. Rok strachu i nadziei jednocześnie.
Po chorobie wszystko zwolniło. Czas przestał pędzić, a zaczął się zatrzymywać. Każdy poranek ważył więcej niż kiedyś. Czasem cieszył, czasem przerażał, a czasem był tylko wyzwaniem: wstać, oddychać, być. Uczę się, że nie zawsze muszę być silna. Że mogę być zmęczona. Że mogę się zgodzić na swoje tempo — inne niż dawniej.
Najtrudniejsza była relacja z własnym ciałem. Przez długi czas miałam wrażenie, że nie jest moje. Proteza piersi raniła „psychicznie”. Moje ciało tak zmienione, słabsze, nieprzewidywalne. Ten rok nauczył mnie go słuchać, a nie oceniać. Cieszyć się drobiazgami: krótkim spacerem, spokojnym snem, dniem bez bólu. Coraz częściej myślę, że moje ciało mnie nie zawiodło. Ono zrobiło wszystko, co mogło.
Emocje przychodziły falami. Strach nie zniknął wraz z leczeniem. Czasem pojawia się nagle, bez zapowiedzi. W ciszy. W gabinecie lekarskim. W zwykłych sytuacjach. Ale obok strachu zaczęła mieszkać wdzięczność. Za ludzi, którzy zostali. Za tych, którzy potrafili po prostu być. Za to, że mogłam poprosić o pomoc i nie czuć się z tego powodu słaba. W sklepie medycznym mogłam się poczuć rozumiana, a nie oceniana. Tu nie musiałam udawać. To miejsce, które tak przerażało, gdy do niego szłam okazało się lekiem na moje lęki.
Ten rok pozwolił mi płakać bez wstydu. I śmiać się bez poczucia winy. Zrozumiałam, że emocje nie są wrogiem — są dowodem, że żyję.
Moja dawna normalność już nie wróci. Długo za nią tęskniłam. Teraz widzę, że na jej miejscu pojawiła się nowa. Cichsza. Uważniejsza. Bardziej prawdziwa. Zmieniły się priorytety. Jest mniej „muszę”, a więcej „chcę”. Mniej pośpiechu, więcej obecności. Zaczęłam zauważać, że sens nie zawsze kryje się w wielkich planach — czasem wystarczy zwykły dzień przeżyty spokojnie. Już nie bielizny w zwykłym butiku z bielizną, a w sklepie medycznym. Niemniej jednak to miejsce pomijając nazwę jest mile, kobiece i w zgodzie ze mną.
Patrzę w przyszłość z ostrożnością. Nadal nie wiem, co przyniesie kolejny rok. Ale ta niewiedza już mnie nie paraliżuje. Jest w niej miejsce na nadzieję. Na małe plany. Na marzenia, które nie muszą imponować nikomu poza mną.
Ten rok nie był łatwy. Ale był prawdziwy. I chyba najważniejsze, czego mnie nauczył, to to, że po chorobie nie wraca się do dawnego życia. Zaczyna się nowy rozdział. Pisany wolniej. Uważniej. Z większą czułością do samej siebie.
Zamykam ten rok zmęczona — ale żywa. I to wystarczy.
W tej samej kategorii
- Nie odkładaj siebie na później. Różowy Październik widziany z bliska
- „Nie chcę wyglądać jak pacjentka” – kobiecość po leczeniu
- Poradnik dla Amazonki - powrót do pracy po leczeniu raka piersi
- Wakacje po mastektomii – co spakować, aby czuć się komfortowo i bezpiecznie?
- „Najtrudniejsze były nie zabiegi, ale strach, który wracał każdego dnia”
Z tym samym tagiem
- „Nie chcę wyglądać jak pacjentka” – kobiecość po leczeniu
- Poradnik dla Amazonki - powrót do pracy po leczeniu raka piersi
- „Najtrudniejsze były nie zabiegi, ale strach, który wracał każdego dnia”
- „Czego nikt mi nie powiedział po mastektomii”
- Prawdziwe historie Amazonek - „Co powiedziałabym sobie sprzed diagnozy?”
Komentarzy
Brak komentarzy
Zostaw swój komentarz